Archive for Październik, 2007

Dzisiaj byłem na 2 urodzinach Teatru Polonia na Shirley Valentine. W Polskim języku nie ma dobrego słowa na określenie tego co tam zobaczyłem, co ja mówię, tego co przeżyłem. Brak mi po prostu słów, „speechless” w angielskim jest w sam raz. Ale zacznę od początku. Kiedyś pani Krystyna Janda kojarzyła mi się tylko z nadegzaltacją wszystkiego, ale do pewnego momentu – gdy w „Dzień dobry TVN” zabaczyłem, że chce budować własny teatr. Coś mi wtedy drgnęło w głowie – „O, ta babka jest fajna” pomyślałem. Niesamowicie cenię ludzi, którzy spełaniją własne marzenia. No i z takim stanem wiedzy poszliśmy z Edytką na sztukę. Sztuka to około dwugodzinny monolog o życiu. Jest to sztuka o przemijaniu i trwaniu, o nienawiści i miłości, o braku realizacji włanych marzeń i ich spełnieniu, o facetach i kobietach, o smutku i szczęściu. Jeśli miałbym wypstrykać lekko wartość słowa „genialny”, to tak, o tej sztuce i Krystynie Jandzie powiedziałbym bez wahania – genialne. Krystyna Janda w pewnym momencie osiągnęła taką łączność z widownią, że kiedy ona płakała wszystkim ciekły łzy, kiedy się śmiała wszyscy się śmiali. Nie byłem wyjątkiem. Nawet przez tysięczną sekundy nie wątpiłem, że na koniec będzie „standing ovation”. Jak się popatrzyłem po sali to większość moich sąsiadów miała szkliste oczy. I jedno na koniec. Żyję generalnie po to, żeby coś przeżyć – to już wiecie. Widok płaczącej Krystyny Jandy po przedstawieniu – widok kobiety, której marzenia się spełniły odbijając się w jej łzach zabiorę ze sobą na zawsze, dziękuję za to. Brrr, nawet teraz mam ciarki :)

Categories: Sztuka