Archive for Sierpień, 2007

„Polak, Węgier dwa bratanki…” :) Tak się złożyło, że moja Edytka będąc w USA na praktykach zakumplowała się z kilkoma Węgrami i teraz często się widujemy. Mate to nieprzejednany zawodnik w konsumowaniu piwa, jak również tokaju. A propos Sziget, którego oficjalna strona jest tutaj– jakby wziąć nasz Przystanek Woodstock, mocno go skomercjalizować, ucywilizować i rozbudować wyszedłby Sziget. Sziget (czyt. Siget – Węgrzy „sz” czytają jako „s” i odwrotnie „s” jako „sz”) oznacza „wyspa”. W Budapeszcie jest taka wysepka, na której co roku odbywa się ta impreza. Organizacja jest perfekcyjna, dostaje się bilety w postaci opaski na rękę, ochrona jest miła, toalety w postaci toy-toy-ów zadbane. Wyspa podzielona jest na sceny, których jest ponad 10. Są sceny muzyki światowej, afrykańskiej, ostrej, scena główna etc. Całości dopełniają naprawdę dobrze dobrane eventy towarzyszące. Tym razem spotkaliśmy fajnego kolesia, który jeździ z wystawą „Show your hope”. Był też masaż tajski, granie na bębnach, bungie i masa, masa innych. Ale po co się tam znalazłem? Koncet Faithless. Na wyspę dotarliśmy około 15:00, koncert zaczynał się o 21:30. Nie wiem kiedy ten czas minął. Ale przejdźmy do clue spawy. Nie jestem jakimś strasznym fanem tej kapeli, ale magia kilkunastu tysięcy ludzi plus charyzmatyczny „maxi szczur” (faktycznie nazywa się „Maxi Jazz”) jak go nazywa Edytka po prostu rozwaliły mnie na amen. Tej atmosfery, ciarek i poczucia wspólnoty nie da się z niczym porównać. Było na prawdę super. Mate don’t worry you didn’t understand whole story, I would like to thank you and Vera for the time we had in Budapest, it was great :).

Categories: Jak żyć? :)