Wpisy dla kategorii ‘Jak żyć? :)’

Ostatnio z moimi kuzynami, jak również szwagrem jednego z kuzynów poszliśmy na bilard. Super fajne spokojne miejsce żeby pograć w bilarda. I tu dla mnie ciekawostka: nie mam przemyśleń typu „ale mi się dobrze grało”, albo „ale było fajnych lasek w klubie”, albo „ale ich rozpykałem” (faktycznie to oni rozpykali mnie), tylko mam przemyślenie „krzyż mnie boli” :). Jednak powoli zaczynam rozumieć treść napisu „30+” na kosmetykach. No nic, może jeszcze się odkuję :).

Categories: Jak żyć? :)

Jechałem ostatnio do domu spokojnie sobie jakimś środkiem komunikacji typu ZTM (przy okazji – uważam, że działa świetnie) i zobaczyłem dziewczynę czytającą materiały z napisem w rogu „kolokwium” z datą dnia kolejnego niż ten, w którym jechałem. Wiem, że to niekulturalne, ale mimochodem zerknąłem na to co ta dziewczyna czytała. Miała jakieś przygotowane pytania i odpowiedzi. Zobaczyłem hasło „negocjacje”. Sięgnąłem do telefonu i zobaczyłem co na ten temat myśli Wikipedia, później przeczytałem wpis dziewczyny. Co do treści to było to w 99% to samo. I teraz natknęła mnie myśl, po co się uczyć co oznacza hasło? Każdy normalny człowiek wie co to są negocjacje, nie musi do tego mieć wyboldowanych słów „korzyść”, „kompromis” itp. Ale już nie było w materiałach o tym jak poprowadzić negocjacje, wśród 50 przygotowanych pytań i odpowiedzi nie było na ten temat ani słowa! Może się starzeję, ale takie „parafrazowe studia” nie uczą chyba jak dobrze negocjować. Co mi po tym, że przykładowo potrafię opisać każdą część w samochodzie, jak nie potrafię nim jechać?

Categories: Jak żyć? :)

Chyba lata nie pisałem, ale naszła mnie myśl, która wynikła z coraz to poważniejszych obserwacji życia. Być może to wynika z wieku, może z mnogości ludzi, z którymi się spotykam. Cały czas staram się wytężyć ekstremalnie intelekt, żeby w abstrakcie zawrzeć główne różnice w podejściu do życia kobiet i mężczyzn. I na razie doszedłem do wniosków dotyczących następujących sytuacji:

Problemy – facet: rozwiązać, kobieta: rozgrzebać
Zakupy – facet: zakupy z listy, kobieta: zakupy z listy przy okazji
Impreza – facet: zrobię z siebie głupka i zapomnę, kobieta: zapamiętam kto, gdzie i kiedy zrobił z siebie głupka

To koniec chwilowych obserwacji na ten temat.

(*) – ale musiałem w listopadzie być ograniczony umysłowo (pewnie nadal jestem :)), żeby tego posta napisać, zwłaszcza wstawkę o imprezie. No nic, chwilowo było to dla mnie ważne.

Categories: Jak żyć? :)

Dzisiaj utwierdziłem się po raz kolejny w przekonaniu, że kobieta to inkubator, a przynajmniej tak mi (narodowi) ciągle wpajają w TV. Uświadomiłem też sobie, że wszyscy w tym kraju są pewni swoich racji i zawsze debatują w takich gremiach, w których są zrozumieni, reszta jest fe, szatan, diabeł, etc. Sokrates co prawda mawiał „Strzeżcie się ludzi pewnych swoich racji”, ale co tam. I tak mi się przypomniała pewna autentyczna historia opowiedziana bodajże przez mojego tatę. Pod kościołem w jakiejś mieścinie, już nie pamiętam nazwy, w niedziele siedziały kumy (takie stare babcie) i debatowały o jakimś argentyńskim serialu. Dialog wyglądał mniej więcej tak:
Kuma1: Ale ta Konstancja nieszczęśliwa, mąż ją zdradza i nic o tym nie wie.
Kuma2: Jak to nie wie?
Kuma1: No nie oglądała pani? Nikt jej nie powiedział.
Kuma2: Przecież wie, oglądnęła sobie wczoraj w telewizorze.
Potem się dziwić, że niektórzy aktorzy mają przerysowane samochody, a wybory są czynnikiem losowym. Kocham ten kraj :).

Categories: Jak żyć? :)

Ależ mnie nie było na blogu :) Taka myśl mnie naszła i nie tylko mnie, że kurka lider zespołu „Feel” ma nazwisko Kupicha, co może oznaczać dużą… hm… Co prawda ja nie mam lepiej ze względu na inicjały :), ale psiakość, jak w radio zapowiadają a teraz „Fell” Kupicha, no to różnie to można przetłumaczyć :)

Categories: Jak żyć? :)

„Polak, Węgier dwa bratanki…” :) Tak się złożyło, że moja Edytka będąc w USA na praktykach zakumplowała się z kilkoma Węgrami i teraz często się widujemy. Mate to nieprzejednany zawodnik w konsumowaniu piwa, jak również tokaju. A propos Sziget, którego oficjalna strona jest tutaj– jakby wziąć nasz Przystanek Woodstock, mocno go skomercjalizować, ucywilizować i rozbudować wyszedłby Sziget. Sziget (czyt. Siget – Węgrzy „sz” czytają jako „s” i odwrotnie „s” jako „sz”) oznacza „wyspa”. W Budapeszcie jest taka wysepka, na której co roku odbywa się ta impreza. Organizacja jest perfekcyjna, dostaje się bilety w postaci opaski na rękę, ochrona jest miła, toalety w postaci toy-toy-ów zadbane. Wyspa podzielona jest na sceny, których jest ponad 10. Są sceny muzyki światowej, afrykańskiej, ostrej, scena główna etc. Całości dopełniają naprawdę dobrze dobrane eventy towarzyszące. Tym razem spotkaliśmy fajnego kolesia, który jeździ z wystawą „Show your hope”. Był też masaż tajski, granie na bębnach, bungie i masa, masa innych. Ale po co się tam znalazłem? Koncet Faithless. Na wyspę dotarliśmy około 15:00, koncert zaczynał się o 21:30. Nie wiem kiedy ten czas minął. Ale przejdźmy do clue spawy. Nie jestem jakimś strasznym fanem tej kapeli, ale magia kilkunastu tysięcy ludzi plus charyzmatyczny „maxi szczur” (faktycznie nazywa się „Maxi Jazz”) jak go nazywa Edytka po prostu rozwaliły mnie na amen. Tej atmosfery, ciarek i poczucia wspólnoty nie da się z niczym porównać. Było na prawdę super. Mate don’t worry you didn’t understand whole story, I would like to thank you and Vera for the time we had in Budapest, it was great :).

Categories: Jak żyć? :)

Ten wpis musiał się tu znaleźć. Jeśli nie masz dobrych słuchawek lub głośników nie czytaj dalej. Chodzi o Paul-a Potts-a, który w show telewizji brytyjskiej „Britains got talent” zaśpiewał. Najpierw zobacz jak zaśpiewał tutaj. Dla mnie po oglądnięciu tego kawałka kompletnie nieistotne jest jak gość wygląda, dlaczego sprzedaje telefony komórkowe, czy mam w lodówce jedzenie, że nie interesuję się operą – jedynie co jest istotne to to, że miałem ciarki od czubka głowy do końców palców u stóp. Parę osób wspominało mi o tym wykonaniu, ale nie zdawałem sobie sprawy kompletnie, że to tak wygląda. Jedyne co mogę dodać to fakt, że Paul wygrał ten program i zaśpiewa(ł) dla królowej brytyjskiej, jak również nagra(ł) płytę.

Categories: Jak żyć? :)

Mogłoby się wydawać, że „Seek and Destroy” to tylko tytuł kawałka Metallica-i. Ale czyż nie byłoby to zbyt oczywiste. Dla mnie miano to jest jednym z wielu, którym określam pewien psychologiczny typ bab z tobołami w autobusie. I nie o to chodzi, że mam coś do staruszek, tym ustępuje miejsca permanentnie, chodzi mi o spocone, zdruzgotane życiem wieloryby, które taszczą za sobą pół swojego dobytku + pół okolicznego targu, nieraz żywego. I w tym galimatiasie rozróżniamy następujące typy:

Seek and destroy – tylko dwa stany emocjonalne: czuwanie i niszczenie. Po wejściu do autobusu przełącza się w stan czuwania. Jeśli zwolni się miejsce, to koniec. Na drodze od miejsca czuwania do miejsca potencjalnego spoczynku nie pozostaje nic, zgliszcza, spalone mosty, poprzewracani ludzie etc. Tłumaczyłem to kiedyś na dworcu głównym mojemu znajomemu Mate z Węgier i taki „Seek and Destroy” pojawił się… przed pociągiem. To nic, że miejsca są rezerwowane, zdreptał nas – „bo tak”.

Skoczek – zauważalny często na pierwszych przystankach linii podmiejskich (siedemsetek) w Wawie. Skoczek czeka do ostatniej chwili przed zamknięciem autobusu gadając z innym osobnikiem, po czym w momencie zamykania drzwi wbija się z tobołkami w osobę/osoby stojące przy drzwiach. Kiedyś to tłumaczyłem koledze i taki skoczek się w nas wbił :).

Przyspawacz czołowy – nieważne jak długo ma jechać, jak dużo osób jest w autobusie, przyspawacz trzyma się rurki najbliższej drzwi, no matter what. Nie do zdarcia.

Jeszcze fajna mi się przypomniała opcja kiedyś na przystanku. W autobusie wysiadła elektryka i zacięły sie drzwi. No i ludzie lekka delirka, ja tam total luz. Po pięciu minutach już większa delirka, zwłaszcza u starszej części pasażerów. Naprzeciwko mnie siedział mały berbeć, pewnie niedopieszczony przez rodziców i krzyknął „Autobus się pali”. Cud, że nikt nie zemdlał, ale mały chciał tylko zwrócić uwagę, bo drugim zdaniem, które wykrzyczał na cały głos było „A mój tato chrapie”. Zobaczyć minę jego mamy, bezcenne :).

Categories: Jak żyć? :)

Kiedyś pamiętam na naszych informatycznych studiach na MIMUW wykładał nam pewien Koreańczyk. Bardzo miły i mądry człowiek. Miał jedną szczególną cechę – nie wymawiał dobrze pojedynczych liter: „zmienna N”, „zmienna K” itp. W momencie jak wprowadzał zmienną do wywodu, z reguły wszyscy gubili wątek. Resztę przy odrobinie chęci można było zrozumieć. Kiedyś postanowiłem, że nie ma bata. Skupiłem się ekstremalnie i po pół godziny wykładu zacząłem rozumieć wszystko jeden do jeden. Nagle zaczepia mnie Karol (kumpel), który siedział obok mnie. Ja patrze na niego i coś jest nie tak – za nic nie mogłem zrozumieć o czym do mnie mówi, nie rozumiałem pojedynczego słowa :).

Categories: Jak żyć? :)